Podwójne szczęście - historia narodzin bliźniąt w Wojewódzkim Szpitalu Zespolonym w Elblągu

data dodania: 1 czerwca 2026, 11:21 odsłon: 72
Podwójne szczęście - historia narodzin bliźniąt w Wojewódzkim Szpitalu Zespolonym w Elblągu


Historie pacjentek są cennym źródłem informacji dla przyszłych rodziców przygotowujących się do narodzin dziecka. Na profilu „Rodzę w Elblągu”  cyklicznie publikowane są relacje mam, które dzielą się swoimi doświadczeniami związanymi z pobytem w Wojewódzkim Szpitalu Zespolonym w Elblągu.

Na łamach profilu prezentowane są również zdjęcia nowonarodzonych dzieci oraz materiały przybliżające działalność Oddziału Noworodka, Patologii i Intensywnej Terapii Noworodka im. Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy oraz Oddziału Ginekologiczno-Położniczego WSZ w Elblągu.

Poniżej publikujemy relację pani Uli, która opisała swoje doświadczenia związane z narodzinami bliźniąt i pobytem w Wojewódzkim Szpitalu Zespolonym w Elblągu.

Hej mamusie! Mam na imię Ula. Będąc w ciąży szukałam opinii o porodzie w elbląskim szpitalu i widziałam też wiele zapytań innych kobiet, więc postanowiłam spisać swoje doświadczenia 2 tygodnie po pobycie.

Zostałam przyjęta do szpitala na cesarskie cięcie (ciąża bliźniacza, ułożenie poprzeczne). Dzień wcześniej leżałam na patologii, gdzie zostały zrobione wszelkie badania. Dostałam instrukcje odnośnie kolejnego dnia oraz procedury i dokumenty dotyczące operacji, znieczulenia itd. Kolejnego dnia mąż miał stawić się w szpitalu o 8:00 żeby był gotowy do kangurowania maluchów.

W momencie kiedy pojechałam na operację mąż czekał z neonatologami na dzieciątka. Byłam pod dużym wrażeniem tego, co działo się na sali operacyjnej - wszyscy byli bardzo uprzejmi, żartowali, pytali o imiona dla dzieci, na bieżąco reagowali na to co mówię i czuję.

Miałam rozpisany cały plan porodu przez cesarskie cięcie i naprawdę ZNACZNA większość punktów została spełniona (oprócz tych, które wiedziałam że są niemożliwe, ale i tak je wpisałam). Z własnej nadgorliwości, dla pewności, przypominałam nawet w trakcie operacji o moich życzeniach, więc nikomu nic nie miało szansy umknąć. Poprosiłam anestezjologa nawet o znieczulenie przed podaniem znieczulenia zewnątrzoponowego, a potem znieczulenie samej rany po zszyciu. Anestezjolog bez problemu spełnił moje życzenie. Poprosiłam też o to, żeby zobaczyć i dotknąć dzieci zanim zostaną przekazane mężowi do kangurowania. Panie neatolożki po sprawdzeniu funkcji życiowych dzieci przystawiły mi je policzek do policzka i na chwilkę na pierś. Atmosfera była pełna szacunku i radości. Miałam to szczęście, że operację przeprowadzała lekarz (dr. Niemczyk), która sama prowadziła moją ciążę, więc czułam się bezpiecznie w jej rękach.

Po operacji dzieciaczki musiały być dogrzewane, więc mój mąż niestety nie mógł ich kangurować, ale był przez cały czas przy nich i obserwował je z poziomu otwartych drzwi (niestety nie mógł wejść do środka). Ja w tym czasie jechałam już na salę pooperacyjną i dosłownie po chwili dzieci zostały mi przywiezione - mogłam je nakarmić i przytulać. Panie położne co chwilę przychodziły do nas i sprawdzały jak dzieci, jak ja. Ciągle proponowały swoją pomoc i przypominały o sobie. Kiedy tylko potrzebowałam większej ilości leków przeciwbólowych to za zgodą lekarza zaraz je dostawałam. Był nawet czas na „luźne rozmowy” z Paniami położnymi, więc dało się zapomnieć o operacji.

Sala pooperacyjna bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła. Wyobrażałam sobie taką szarą, brzydką salę bez kolorów, a było nowocześnie i bardzo przytulnie. Udostępniam zdjęcie sali na oddziale, bo miło się zaskoczyłam.

Po pionizacji (ok 7h) przeszłam już na oddział. Spędziłam na nim 5 dni ze względu na duży spadek wagi dzieci. Przez cały ten czas Położne ciągle przypominały o tym, że ze wszystkim pomogą, że mogę im dzieci zostawić do popilnowania czy nakarmienia jeśli potrzebuję. Regularnie sprawdzały jak sobie radzimy, wspierały psychicznie w chwilach słabości itd. Naprawdę wow!

Co jakiś czas były też różnej maści badania, szczepienia itd. Przypominałam zawsze o tym, że chciałabym aby wszystkie takie czynności były wykonywane przy mnie i nigdy nikt nie skrzywił się na moją prośbę, zawsze było to respektowane.

Jeśli były badania poranne to Panie od razu przebierały dzieci w nowe ciuszki (szpitalne); w nowe pampersy, niczego nam tam nie brakowało. Jedynie co trzeba było mieć ze sobą to chusteczki nawilżane.

Miałam plan rodzić w Gdańsku, ale w końcu zostałam przy Elblągu i nie żałuję, bo w tym czasie zbiegły mi się negatywne opinie o szpitalach, które rozważałam.

Ważną kwestią było dla mnie też to, że w tamtych szpitalach starsze dzieci nie mogły odwiedzać swoich mam. Tu nie było tego problemu, a mi bardzo na tym zależało. Wszyscy lekarze i położne byli bardzo uprzejmi, zagadywali do starszej córki, pytali jak się czuje jako starsza siostra itd.

W szpitalu dostaliśmy na własność poduszkę do karmienia i „niebiesko pudełko” z różnymi próbkami i broszurami informacyjnymi.

To był mój drugi poród w tym szpitalu - wcześniej rodziłam naturalnie, więc nie miałam pojęcia jak wygląda tu poród przez cesarskie cięcie dlatego mam nadzieję, że moja opinia przyda się też niejednej z Was. Podsumowując - bardzo polecam Wam elbląski szpital :)

Dziękujemy pani Uli za podzielenie się swoją historią i zaufanie. Zachęcamy do obserwowania profilu na Facebooku „Rodzę w Elblągu” .

Znajdziesz nas na zobacz nas na Facebook zobacz nas na YouTube
Posiadamy kontrakt z NFZ Biuletyn Informacji Publicznej

Projekt i realizacja © 2013 Agencja Reklamowa idealmedia.pl - Profesjonalny system CMS. Wszystkie materiały,
loga, zdjęcia zawarte na stronie chronione są prawem autorskim i bez zgody nie mogą być używane i powielane.

Cookies | Polityka Prywatności | CMS

Ilość wyświetleń strony: 2 701 352


Wydruk pochodzi ze strony: https://www.szpital.elblag.pl/informacje/10,aktualnosci/a,2930,podwojne-szczescie-historia-narodzin-blizniat-w-wojewodzkim-szpitalu-zespolonym-w-elblagu.html